Wierszyki: A Dodaj wierszyk »
Nie będę cię rwała
Nie będę cię rwała, Konwalijko biała,
Bobyś ty na moje
Płochość narzekała.
Myślałabyś sobie,
Ze to na złość robię;
Rośnij więc szczęśliwie,
Gajom ku ozdobie.
Nie mam ja dziś komu
Kwiaty nieść do domu,
Nikt mi ich nie wyjmie
Z włosów po kryjomu.
Nie ma już sąsiada,
Co kwiaty wykrada;
Zdradziecki to chłopiec,
Ale słodka zdrada!
Pokąd nie przyjedzie,
Nic mi się nie wiedzie,
Bo wciąż tylko myślę
O młodym sąsiedzie.
I wszystko mnie nudzi,
Uciekam od ludzi,
Nawet zrywać kwiaty
Chętka się nie budzi.
Możesz więc w spokoju
Rosnąć tu przy zdroju,
Dziś minie nie przyjdzie
Z kwiecistego stroju.
Lecz gdy wróci luby
Zawrzeć ze mną śluby,
Wtedy, konwalijko,
Już nie ujdziesz zguby.
Adam Asnyk
13 październik 1870 ~ Asnyk Adam
Bławatek
Jaki to chłopiec niedobry! Tak mnie wciąż zbywa niegrzecznie,
Muszę się gniewać na niego,
Gniewać koniecznie.
Niedawno wyrwał mi z ręki
Zerwany w polu bławatek
i przypiął sobie do piersi
Skradziony kwiatek.
I jeszcze żartował ze mnie,
Gdym się żaliła na psotę,
Bo mówił, że ma coś więcej
Ukraść ochotę.
Że oczy moje piękniejsze
Niźli ten kwiatek niebieski,
Że chce pić rosę z bławatków,
A z oczów łezki.
I mówił dalej niegrzeczny,
Że mnie rodzicom ukradnie,
Tak straszyć kogo, doprawdy
Że to nieładnie.
Chciałabym gniewać się bardzo! -
Nie widzieć więcej... ach! trudno;
Wiem, że mnie samej bez niego
Byłoby nudno.
Ale go muszę ukarać,
Podstępu na to użyję:
Będę umyślnie płakała,
Niech łezki pije! ~ Asnyk Adam
Echo Kołyski
Gdym jeszcze dzieckiem byłBudzącym się na światGdy wątły żyvia kwiatJeszcze się w pączku krył,Na łono matka mnie brała,Pieściła i całowała,Gdym jeszcze dizeckiem był.Pamiętam po dziś dzień,Jak kojąc płacz lub gniew,Nuciła tskny śpiew,Co falą słodkich brzmieńDobywał uśmiech na nowo;I każde piosnki słowoPamiętam po dziś dzień"Dziecino nie płacz! nie!Rozjaśnij twoję twarz,Dopóki matkę masz,Nie może ci być źle;Na moim oprzyj się łonie,Ja cię przed bolem zasłonię - Dziecino nie płacz, nie!"Chowaj na później łzy!DZiś jeszcze anioł stróż Girlandą białych różOkala twoje sny,Na tkance marzeń pajęczejMaluje kolory tęczy - Chowaj na później łzy!"Rozkoszą wszystko tchnie,Śpiewa ci ptaków chór,W twym niebi enie ma chmurAni goryczy w łzie;Życie uśmiechem cię witaI każdy kwiat ci rozkwita,Rozkoszą wszystko tchnie!"Więc duszę swoję pieśćJutrzenką rajskich farb,I czystych uczuć skarbW niewinnej piersi mieść!Byś mógł zaczerpnąć w tym zdroju,Gdy ci przybraknie spokoju - Więc duszę swoję pieść!"Bo przyjdzie taki dzień,W którym, o synu mój,Napotkasz tylko znójZamiast rozkoszy tchnień:Zdrada ci oczy otworzy,Nieufność ducha zuboży,Bo przyjdzie taki dzień."Przyjdzie ci płacić krwiąSerdecznych marzeń dług,Zdepcze Cię w prochu wróg,Znieważy boleść twą;Szlachetny poryw zapałuI miłość dla ideałuPrzyjdzie ci płacić krwią."I bół swój będziesz niósłSamotny sercem w świat!Zawodów, złudzeń, zdradBędzie ci wieniec rósł,Cierniami otoczy skronie Skrępuje na zawsze dłonieI będziesz ból swój niósł"Na taki życia zmrokRozbicia ciemną noc,Zachowaj ducha mocI jasny dziecka wzrok.Niech ci wspomnienie kołyskiPrzyniesie matki uściskiNa taki życia zmrok!"Pomimo gorzkich próbZawsze, ach! Dobrym bądź!Z miłością drugich sądźI patrz z nadzieją w grób.Nie zatrać dziecinnej wiary,Nie żału swojej ofiary - Pomimo gorzkich prób."O, nie mów, dziecię me,Że marny życia trud,Że wszystko fałsz i brud,A prawdą tylko złe;Że trzeba wątpić i szydzić,Pogardzać i nienawidzić,O, nie mów, dziecie me!"Na matkę wspomnij swą,Na miłość co bez plam,Zwątpieniu zadaj kłamI obmyj duszę łzą,Wierz w piękność ducha słonecznąI w miłość, która jest wieczną - Na matkę wspomnij swą".
~ Asnyk Adam
Sonet
Jednego serca! Tak mało, tak mało, Jednego serca trzeba mi na ziemi!
Co by przy moim miłością zadrżało,
A byłbym cichym pomiędzy cichemi.
Jednych ust trzeba! Skądbym wieczność całą
Pił napój szczęścia ustami mojemi,
I oczu dwoje, gdziebym patrzał śmiało
Widząc się świętym pomiędzy świętemi.
Jednego serca i rąk białych dwoje!
Co by mi oczy zasłoniły moje,
Bym zasnął słodko marząc o aniele,
Który mnie niesie w objęciach do nieba...
Jednego serca! Tak mało mi trzeba,
A jednak widzę, że żądam za wiele! ~ Asnyk Adam
Kiedym cię żegnał...
Kiedym cię żegnał, usta me milczały, I nie wiedziałem, jakie słowo rzucić,
Więc wszystkie słowa przy mnie pozostały,
A serce zbiegło i nie chce powrócić.
Tyś powitała znów swój domek biały,
Gdzie ci słowiki będą z wiosną nucić,
A mnie przedziela świat nieszczęścia cały,
Dom mój daleko i nie mogę wrócić.
Tak mi boleśnie, żem odszedł bez echa,
A jednak lepiej, że żadnym wspomnieniem
Twych jasnych maszeń spokoju nie skłócę,
Bo tobie jutrznia życia się uśmiecha,
A ja z gasnącym żegnam się promieniem
I w ciemność idę, i już nie powrócę.
Adam Asnyk
16 września 1870 ~ Asnyk Adam
Miejmy nadzieję!
Miejmy nadzieję!... nie tę lichą, marną, Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.
Miejmy nadzieję!... nie tę chciwą złudzeń,
Ślepego szczęścia płochą zalotnicę,
Lecz tę, co w grobach czeka dnia przebudzeń
I przechowuje oręż i przyłbicę.
Miejmy odwagę!... nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwy - przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.
Miejmy odwagę!... nie tę tchnącą szałem,
Która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.
Miejmy pogardę dla wrzekomej sławy
I dla bezprawia potęgi zwodniczej,
Lecz się nie strójmy w płaszcz męczeństwa krwawy
I nie brząkajmy w łańcuch niewolniczy.
Miejmy pogardę dla pychy zwycięskiej
I przyklaskiwać przemocy nie idźmy!
Ale nie wielbmy poniesionej klęski
I ze słabości swojej się nie szczyćmy.
Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić...
Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.
Adam Asnyk
6 maj 1871 ~ Asnyk Adam
Prośba
O mój Aniele, ty rękęDaj!Przez łzy i mękę,Przez ciemny kraj,Do jasnych źródeł ty mnie doprowadź;Racz się zlitować! Serce me zwiędło jak marnyLiść;Wśród nocy czarnejNie wiem, gdzie iść,I po przepaściach muszę nocować,Więc ty mnie prowadź.
To, com ukochał, com tyleCzcił,Zdeptane w pylePadło bez sił;Rozpacz i hańbę widząc po drodze,Stanąłem w trwodze.
Widziałem zbrodni zwycięskiSzał,Widziałem klęskiDuchów i ciał;Więc obłąkany boleścią, chodzęWe łzach i trwodze.
I nie wiem teraz, w co wierzyćMam,Jak dzień mój przeżyćW ciemności, sam;Nie wiem, czy zdołam wytrwać niezłomnie,Więc ty zstąp do mnie!Lękam się zstąpić z wątpieniemW gróbI z utęsknieniemDo twoich stópChylę się z prośbą i nieprzytomnieWołam: zstąp do mnie.
Pokaż mi tryumf w przyszłościDniach,Tryumf miłościKupiony w łzach,I ludu mego zwycięstwo jasnePokaż, nim zasnę!
Pokaż mi ciszę wschodzącychZórz,ZmartwychwstającychKrólestwo dusz,A dbać nie będę o szczęście własne,Spokojny zasnę.
27 kwiecień 1869 ~ Asnyk Adam
Sonet IV (Jak ptaki..)
Jak ptaki, kiedy odlatywać poczną, Bez przerwy ciągną w dal przestrzeni siną
I, horyzontu granicę widoczną
Raz przekroczywszy - gdzieś bez śladu giną...
Tak pokolenia w nieskończoność mroczną
Nieprzerwanymi łańcuchami płyną,
Nie wiedząc nawet, skąd wyszły... gdzie spoczną...
Ani nad jaką wznoszą się krainą.
W chmurach i burzy lub w blasku promieni,
Podległe skrytych instynktów wskazówce,
Lecą, badając wąski szlak przestrzeni.
Który im znaczą poprzedników hufce -
I tę przelotną grę świateł i cieni,
Jaką w swej krótkiej zobaczą wędrówce. ~ Asnyk Adam
Choć w praw niezmiennych...
Choć w praw niezmiennych poruszasz się kole Jeśli rozpoznasz twórcze ich zamysły
I ten ich związek z dobrem świata ścisły,
I cel ich wieczny w swoją wcielisz wolę -
Wtedy swobodne masz do czynu pole:
Opadło jarzmo, więzy twoje prysły,
I jako czynnik chętny, niezawisły,
W rozwoju świata grasz świadomą rolę.
Lecz gdy chcesz działać ku powszechnej szkodzie
Gwałcić istotne zadania człowiecze -
Trudem Danaid wszelka twoja praca;
Jarzmo niewoli kark ci wtenczas bodzie,
Wyższa potęga przemocą cię wlecze
I przeciw tobie czyny twoje zwraca.
Adam Asnyk
1888 ~ Asnyk Adam


