Wierszyki: G Dodaj wierszyk »
Prośba o wyspy szczęśliwe
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź, wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Wezwanie
Już noc lub dzień jak wody ziarno wydzielasz mi z uśmiechem patrząc,
gdy ciała mego smutny barok
zawile trwa pod Twoją gwiazdą.
Nie świecisz we mnie i nie śpiewasz,
mym ustom ogień zamiast kwiatu,
a dłoni ostrze dajesz teraz,
jak obiecałeś sen i światło.
Prowadzisz mnie, czy tylko stoję,
jak stoi drzewo pod przelotem
czystego nieba albo płomień
nad krajem niebu niepodobnym?
Przemawiasz do mnie czy sryderczy
pociskiem godzisz, by zakrakał
nad nierozumnym moim sercem
jak kiedyś liść lub jak fujarka?
Zstępujesz Ty, czy ja wyrastam
ponad swój głos i niemy pejzaż
i cryja dłoń ma kształt żelaza
i cryje słowo jest jak z serca?
Nie powiesz mi, a ja nie zgadnę
ni jagnię Tobie, ani pasterz
i tylko nad milczeniem naszym
to samo słońce chmury kładzie. ~ Gajcy Tadeusz
Wszystko się chwieje
Wszystko się chwieje, proszę pań,I myśl to niebezbożna,Że świat ten to jest stary drań,Któremu ufać nie można.Na przykład ktoś dolara miał,A jutro ma dwa centy,Więc oczywiście wpada w szałI wbija nóż do pięty.Bo głupiec nie wie, że wszystko się chwieje,A tylko ja, ja patrzę i się śmieję.Przypuśćmy, że już wszystko mam:Mieszkanko idealne,I fotel, a wśród złotych ram"Jagiełło pod Grunwaldem".Więc sobie patrzę w książkę P.K.O.I słucham, jak milion śpiewa,A nagle burza, wiatr i deszcz, i gromI wszystko woda zalewa -I fotel płynie obok mistrza Jana,I to jest właśnie życie, proszę pana.Ach, smutnym jak Leopold Staff,Gdy wchodzę w parku aleję;Pokrył się kirem smętny staw,Wierzba się nad nim chwieje.To jesień już, szafarka aspiryny,To jesień już, panie majorze,Bolesny brydż i rozpacz złej godzinyO Boże, Boże.I klon, i dąb, i słoń, i koń się chwieje,A tylko ja, ja patrzę i się śmieję.
~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Wierszyk o wronach
W powietrzu roziskrzonymsiedzą na drzewie wrony,trzyma je gałąź gruba;śnieg właśnie zaczął padać,wronom się nie chce latać,śnieżek wrony zasnuwa.Tuż pole z krętą rzeczką,w dali widać miasteczkouprzemysłowione -a wrony, jak to wrony,patrzą okiem szalonym,wrona na wronę.Gdyby je zmienić w nuty,dźwięczałyby dopóty,dopóki strun choć czworo -a tak, na wronią chwałę,siedzą czarne, zdrętwiałein saecula seaculorum.Nocne niebo już kwitnie,Wszystko świeci błękitnie:Noc, wiatr, wronie ogony;Zaśnij, strumieniu wąski -dobrej nocy gałązki,dobranoc, wrony. 1952 ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Strasna zaba
wiersz dla sepleniącychPewna pani na Marszałkowskiejkupowała synkę z groskiemw towazystwie swego męza, ponurego draba;Wychodzą ze sklepu, pani w sloch,w ksyk i w lament: - Męzu, och, och!popats, popats, jaka strasna zaba!Mąz był wyżsy uzędnik, setarł mgłę w okulazei mowi: - Zecywiście cos skace po trotuaze!Cy to zaba, cy tez nie,w kazdym razie ja tym zainteresuję się,Zaraz zadzwonię do Cesława,a Cesław niech zadzwoni do Symona -nie wypada, zeby Warsawabyła na "takie coś" narazona.Dzwonili, dzwonili i po tsech latachwrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,uządzono historycną urocystość;Ustawiono trybuny,spędzono tłumy,"Stselców" i "Federastów"- Słowem, całe miasto.Potem na trybunę wesła Wysoka Figurai kiedy odgzmiały wsystkie "hurra",Wysoka Figura zece tak:- Wspólnym wysiłkiem ządu i społecenstwapozbyliśmy się zabiego bezecenstwa -panowie, do gory głowy i syje!A społecenstwo: - Zecywiscie,dobze, ze tę zabę złapaliście,wsyscy pseto zawołajmy: "Niech zyje!" 1936 ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
* * * [We śnie jesteś moja i pierwsza,]
We śnie jesteś moja i pierwsza, we śnie jestem pierwszy dla ciebie.
Rozmawiamy o kwiatach i wierszach,
psach na ziemi i ptakach na niebie.
We śnie w lasach są jasne polany
spokój złoty i niesłychany,
pocałunki zielone jak paproć.
Albo jesteś egipska królowa
jak miód słodka i mądra jak sowa,
a ja jestem przy tobie jak światło. ~ Gałczyński Konstanty Ildefons
Kolęda
Ogień nieziemski pod łukiem bramy wspiętej wysoko jak dzwon lub ołtarz,
łuna ofiarna jak gałąź złota
spływa na głowę chłodną w konaniu -
zaśpiewajmy Mu, zagrajmy,
czekaj martwy na ulicznym posłaniu.
Krętych chmur stoi wieniec bogaty,
liczne dymy z miast ojczystych wołają,
a twe okno jak gwiazda maleńkie
nie przytuli do firanek białych;
i nad włosem zgiętym jak kwiatem
znów zahuczy śmiertelny metal -
zaśpiewajmy Mu, zagrajmy,
ach, uboga stajenka, lecz piękna.
Z lewej mur, z prawej cegła - i wszystko.
Jeszcze granie dalekie żelaza
i na piersi człowieczej złe pismo,
a to dar, a to ofiarna moc,
co do ziemi przechyla i każe
słuchać głosu jak echa wśród zmierzchu,
gdy zanika i wiedzie je leśny
obłok ciemny jak ziemia - bez gwiazd.
Ciemność przecież najlepiej kołysze,
w niej dostrzeżesz te ognie prędkie,
co z czerwonej na piersi kropelki
lecą wiotko, witają Twe przyjście.
I choć bydląt tu nie ma ni siana
to ulica darami usłana:
marmur kruchy, wapno i smoła,
ach, uboga stajenka, spokojna.
Niby gwiazda prowadząca ku źródłu
spłynie gołąb laurowy na nią
i zamienią Ci wówczas krwią rudy
kamień płaski na białe posłanie -
zaśpiewamy Ci smutny, zagramy:
w płytkim żłobku - nieopodal twej bramy
w Betleemie - narodziło się Dziecię.
Cierń na włosach, cierniowa koszula
i przebite nogi i ręce;
lulaj, lulaj. ~ Gajcy Tadeusz
Bliskość ukochanego
Gdy słońca blask nad morza lśni głębiną, Myślę o tobie, miły.
Wzywałam cię, gdy księżyc niebem płynął
I zdroje się srebrzyły.
Widzę cię tam, gdzie skraj dalekiej drogi
Szarym zasnuty pyłem,
A nocą gdzieś wędrowiec drży ubogi
Na ścieżynie zawiłej.
Słyszę twój głoś w szumie spienionej fali
Bijącej o wybrzeże
Lub w cichy gaj przychodzę słuchać dali
W zamierającym szmerze.
I wtedy wiem, że jesteś przy mnie, blisko,
Choć oddal cię ukryła -
Przygasa dzień, wnet gwiazdy mi zabłysną
O, gdybym z tobą była! ~ Goethe Johann Wolfgang
Przed odejściem
Porasta jesienną mgłą mój kraj jak włosem siwym.
Lecz nim pożegnam go
dłonią z męczeńskiej gliny,
lecz nim się zgodzę z koroną
cierniowych lip i wezmę
w bok mój i serce bezbronne
ciemność jak ostre narzędzie,
niech błyskawicy lament
znów mnie na wieczność wywoła,
bym uniósł sam siebie jak palmę
i płomień poczuł u czoła.
Po kościach zdeptanych idąc
porównam żywioł z żywiołem,
gwiazdę zawistną nazwę,
co nad mą głową czeka,
młodość przywrócę i miłość
snom niewinnego człowieka,
nad którym wół i osiołek
i anioł smutny się zwiesza.
Nogą ognistość przejdę
jak ptak przez obłok przechodzi,
aby pod brzozą zwęgloną
mrówkę pochować nieżywą -
I dłonie rzucę do wody,
aby nie mogły zapłonąć,
gdy przyjdzie spocząć pod krzyżem. ~ Gajcy Tadeusz
Przesłanie
Wywiodę noc wiosenną przed zwalony dom - a nad nim biała stoi Niedźwiedzicy struna
jak dymu wędka piękna albo kształt pioruna -
i bieg ciepłego nieba otworzę pod rąk
promieniem pełnym łaski. Przez pejzażu próg
odejdę rózgi olszyn zginając jak pasterz
na traw spokojny deseń, jezior sady płaskie,
tam kwiat ukośny błyska jak krzemienny zdrój.
Opowiem wszystkie dzieje raz jeszcze wargą pełną,
przywrócę ogień ścianom, ziemi rozpacz ciał
i łzę jak krwi kruszynę zawieszę pod powieką,
jak On planety bryłę w księżyca zmienił kształt.
Byście na niebo patrząc poznali ognia szyszkę
i ziemię z nim spojoną, i twarz człowieczą w nim,
i rąk muzykę niemą jak strun rozbitych skrzypiec,
gdy ołów w serce mierzył jak topór srebrny w pień.
Byście przymknięciem oczu mówili: właśnie tutaj,
gdzie namiot sosny burej i ornat wąskich rżysk,
łamali siwą młodość łagodni tak i smutni
w płomieniu dom budując jak szafot albo krzyż. -
Nie my, samotni w czasie, ujmiemy w rękę twardą
obłoków kontur cenny i ziemi ufnej kwiat,
jak rzeźba wpół-złamana, ale miażdżąca prawdą
jest trudne słowo nasze i krótki męski płacz.
Wywiodę ton ostatni w tej wiosennej nocy
pod Niedźwiedzicy posępnej sercem,
byście mówili: narodzeni z miłości
nie chcemy więcej. ~ Gajcy Tadeusz


