Wierszyki: I Dodaj wierszyk »
Nowe
Złoty i pawi poblask, nie umiejący słów;
rzeka zielona i modra;
jaskółki - znów;
daleko to, co swojskie i nasze,
Bug i Wisła...
Kwiecie żółte stadem się pasie
na rumowiskach.
Ile trzeba było rozbitych,
wypalonych gniazd,
żeby nasz tłum różnolity
tu się pasł!
Oczy mamy błędne i obce,
palce - niepewne,
nierytmicznie w tych palcach dygoce
czas niepotrzebny. ~ Iłłakowiczówna Kazimiera
Nie będzie...
Nie będzie nigdy żyło między nami: ani nie wzrośnie, ani się nie złamie.
Kędyś wystrzeli ciepłem albo światłem,
ale nie będzie między nami kwiatem.
Nie będzie przenigdy łączyć nas ni dzielić,
ani zasmucać, ani też weselić...
Ani opuści nas - bo nie posiędzie!
I - prócz w tym wierszu - wcale go nie będzie. ~ Iłłakowiczówna Kazimiera
* * * [Tam kiedyś, gdy już nas wypędzi...]
Tam kiedyś, gdy już nas wypędzi Dumny filozof z politei,
Siądziemy rzędem na krawędzi,
Pełni miłości i nadziei.
Zadzwonią dzwony katedralne,
Wzbiją się wieże jak fontanny
I cały przepych orientalny
Rozwieje prosty wiatr poranny.
I my na skrzydłach taj ofiary
Wzbijemy się gdzie radość gości
I gdzie nie trzeba już cnót: wiary
Ani nadziei... ani miłości... ~ Iwaszkiewicz Jarosław
Opuszczenie
Miłość naszą doczesną, śmiertelną, krótkotrwała,
Bóg wyniósł mocą swoją
i dał jej w wieczności ciało;
w czasie była jak motyl,
w bezkresie jest wyraźną muzyką,
przez której kryształ przeczysty
boża słoneczność przenika.
Lecz myśmy - jak puste muszle,
opuszczone łuski owadu,
siwa nicość naigrawa się z nas
i piaskiem na serca nam pada. ~ Iłłakowiczówna Kazimiera
Lilith
Cichy o marmur sandału zgrzyt, Kadzidła welon i ambry woń.
Drży w siny płomień świecznika dłoń
Idzie Lilith... idzie Lilith...
O serce moje zgłodniałe, cyt!
To płatków kwietnych opada rój,
To kadzidlany ściele się zwój,
Idzie Lilith... idzie Lilith...
To wschodni śni się duszy mej myt
To płacze tęskny i zwiędły kwiat.
O czarny marmur sandału zgrzyt
Kroki tajemnic i szepty zdrad.
Rodzi się wonny i słodki byt,
Idzie Lilith... idzie Lilith... ~ Iwaszkiewicz Jarosław


