Twoje Centrum Tekstów

Wierszyki: Jesteś w kategorii: V

Logowanie
Menu
Wybierz kategorię

»  A

»  B

»  C

»  Ć

»  D

»  E

»  F

»  G

»  H

»  I

»  J

»  K

»  L

»  Ł

»  M

»  N

»  O

»  P

»  R

»  S

»  Ś

»  T

»  U

»  V

»  W

»  Z

»  Ź

»  Ż

Statystyki

Kawałów: (2902 / 0)

Gotowych SMS'ów: (1991 / 0)

Opisów GG: (2628 / 0)

Aforyzmów: (8626 / 1)

Wierszyków: (2355 / 0)

Kodów do gier: (1632 / 0)


-----------

Użytkowników: 215

Komentarzy: 1

Osób online: 17

« Powrót | V | : 06.12.2007 | : - | : 142 |

Crimen Amoris

W złoto-jedwabnym palacu, w Ekbatanie,
Gdzie brzmi mahometańskiej muzyki echo,
Piękne demony, niedorośli Szatani
Do stóp ścielą pięć zmysłów swych Siedmiu Grzechom.
To święto Siedmiu Grzechów: o, jak wspaniałe!
Jawym blaskiem Żądze tam promienieją;
Zachcianki - służki popędzane, w kryształy
Różane wina pospiesznym ruchem leją.
Wir tańców rytmem weselnym ucho pieścił
I w przeciągłych szlochaniach miękko omdlewał,
A piękny chór głosów męskich i niewieścich
Jak fale wodne toczył się i przelewał.
A wszystko to potężną tchnęło słodyczą
I takim czarem i siłą niepojętą,
Że kraj różami zakwitł w krąg tajemniczo,
A noc zdawała się jakoby z diamentu.
Zaś najpiękniejszy z wszystkich tych złych aniołów
Miał lat szesnaście, na skroniach z kwiatów wieniec.
Ramiona skrzyżowawszy i chyląc czoło
Marzy, a w oczach jego łzy i płomienie.
Próżno tam wokół coraz szaleńszy krążył,
Próżno siostry i bracia jego, Szatani,
Aby go wydrzeć trosce, co tak go drąży,
Chcieli zwabić go pieściwymi gestami:
On się wymykał ich przymilnym pieszczotom,
A nadmiar smutku czarnym motylem znaczył
Drogą głowę płonącą skrami klejnotów.
O nieśmiertelna i straszliwa rozpaczy!
Mówił im: O, zostawcie wy mnie samego!
Po potem czule uścisnął wszystkich dokoła,
Wyrwał się zwinnie i oto ich odbiega:
W dłoniach została im tylko sukni poła.
Czy go widzicie tam, na podniebnej wieży,
Na szczycie zamku, z płomienną żagwią w rękach?
Wznosi ją w górę jak miecz wznaszą rycerze:
Z dołu się zdaje, że to świta jutrzenka.
Cóż mówi jego głos głęboki a tkliwy,
Który się splata z jasnym trzaskaniem ognia,
A księżyc słucha go w ekstazie, szczęśliwy?
O! to ja będę tym, który stworzy Boga!
Anioły, ludzie, zbyt wiele nam cierpienia
Z tej wojny Najgorszego z Najlepszym płynie.
Ukórzmy raz, nieszczęśni, swe uniesienia
Wszystkie w najprostszym pragnieniu już jedynie.
O wy wszyscy, my wszyscy, smutni grzesznicy,
Radośni święci, po cóż schizma nas dzieli
Czemuśmy naszych dzieł, jak zręczni złotnicy,
W tę samą cnotę przetopić nie zechcieli
Dość już i nadto tych starć o szansach równych!
Trzeba, by wreszcie ze sobą się spotkały
Trzy,Cnoty Boskie i Siedem Grzechów Głównych!
Dość już tych zmagań szpetnych i zatwardziałych !
A w odpowiedzi Chrystusowi, co wszystko
Chciał tak utrzymać w walce i dwoistości,
Przeze mnie piekło, które tu ma siedlisko,
W ofierze składa się powszechnej Miłości!
Żagiew wypada z jego otwartej dłoni,
A wówczas pożar wyjąc wzbił się do góry,
Zwada olbrzymia krwawych orłów co tonie
W czarnym zamencie, wsród dymu i wichury.
Złoto leje się płynne, marmur sie kruszy:
Gorejący piec żaru, rozbłysk pożaru!
Jedwab w szybkich trzepotach płatkami prószy,
Świecąc barwą pożaru, jaśnieniem żaru.
A szatani śpiewali, ginąc w boleści
Wśród ognia, pojmujący, zrezygnowani!
I piękny chór głosów męskich i niewieścich
Wznosił się w płomienistych wrzaw churaganie.
A on, krzyżując dumnie ręce na wieży,
Wpatrzony w niebo, kędy płomień wystrzela,
Modli się jakby szeptem dziwnych pacierzy,
Co zamierają pośród pieśni wesela,
Modli się jakby szeptem dziwnych pacierzy,
Wpatrzony w niebo, kędy płomień wystrzela...
Wtem huk straszliwy zagrzmiał i grom uderzył
I nastał koniec pieśni i wesela.
Bo nie przyjęto całapalnej ofiary:
Ktoś bardzo mocny, widać, i sprawiedliwy
Łacno przeniknął złaść i skryte zamiary
I pychy, co się łudzi, podstęp kłamliwy.
Z pałacu o stu wieżach ni zgliszcz, ni śladu;
Nic nie ostało się przed klęski ogrómem,
By tamto wszystko, przez straszny cud przykładu,
Snem tylko było daremnym i znikomym...
I oto noc, noc błękitna z gwiazd tysiącem
Wokół ziemia w ewangelicznej prastocie
Surowa i łagodna, a majaczące
Gałęzie drzew są jak skrzydła chwiejne w locie.
Chłodne strumienie mkną kamiennym parowem;
Przestwór modlitwą wonny i. tajemnicą
Przecinają bezgłośnie płynące sowy;
Czasem plusk fali zalśni gdzieś błyskawicą.
Wznaszą się miękko w dali wzgórza łagodne
Jak kształt miłości jeszcze nie określony,
A wzbijające się z jarów mgły nadwodne
Zda,ją się zrywem ku czemuś zespolonym.
I wszystko to jak słowo, jak dusza żywa
I jak serce w dziewiczej miłości sławi,
Wielbi, otwiera się w ekstazie i wzywa
Boga litości, co nas od złego zbawi.
tłum. Anna Drzewicka
~ Verlaine Paul Marie
Oceń wierszyk: Ocena: 1 Ocena: 2 Ocena: 3 Ocena: 4 Ocena: 5 Ocena: 6 | Ocena: 0 (głosów: 0) |
Umieść wierszyk na stronie
Link z wierszykiem:



Wyślij link z komunikatora
Żeby wysłać link do wierszyka, skopiuj poniższy kod i wklej go w oknie rozmowy Twojego komunikatora.

Skopiuj i wyślij
Wyślij link do wierszyka na email

Twoje imię:

Twój email:

Imię znajomego:

Email znajomego:


Skomentuj wierszyk

Zaloguj się żeby skomentować wierszyk. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się teraz »

Wybierz wierszyki autora na literę:

Free Download / długopisy reklamowe / odzież reklamowa / wymiana fanów / Fototapety / zabawki edukacyjne - sklep mali eksperci / sklep dla niemowląt / Salony kosmetyczne / Zakopane / soczewki kontaktowe / www.pro-link.eu / Oprogramowanie / Programy dla firm / Aplikacje www / Pogotowie hydrauliczne Szczecin / Rehabilitacja dzieci i niemowląt / ANTYKI / serwis drukarek Kraków / Ubieranki / Katalog / SEOKatalog / ODZYSKIWANIE DANYCH /

stat4u